Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ars cameralis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ars cameralis. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 grudnia 2011

Angelologia i dal


Rondo Sztuki, od 25 listopada do 5 stycznia 2012.

W ramach Ars Cameralis Rondo Sztuki prezentuje smutną instalację totalną Ilyi Kabakova „Angelology”. Zapewne nie da się mówić o Kabakovie bez odwoływania się do jego radzieckiej przeszłości, jego działalności jako artysty Apt-Artu i Soc-Artu, czy jego pracy ilustratorskiej, której odpryski mamy zresztą na prezentowanej wystawie np. w formie „Albumu Arkhipova” z 1997 roku. Tym, co stanowiło wtedy i stanowi do dziś, choć dotyczy już innej rzeczywistości na emigracji, motor takich form aktywności jest eskapizm Kabakova, tak jak eskapizm definiował bohaterów jego „Albumów” czy rewelacyjnego „Człowieka wystrzelonego w kosmos ze swojego mieszkania”.

Marzenia o innych światach tym razem są naiwnymi marzeniami o spotkaniu z aniołami, o staniu się aniołem, o rozpaczy bycia aniołem. I niestety o klęsce tych marzeń.

Instalacja jest nieskomplikowana, wydaje się wręcz archaiczna. Była tworzona latami.













niedziela, 5 grudnia 2010

Jake i Dinos Chapman. W królestwie bezrozumności

Rondo Sztuki, od 26 listopada 2010 do 30 stycznia 2011.

Nie mogę się jakoś zabrać za prezentację wystawy braci Chapman. Nie bez powodu.

W Rondzie Sztuki mamy ich cykle akwafort " Disasters of War" inspirowane Goyą, "Gigantic Fun" i "If you eat meat digest this", rzeźby z malowanego brązu, dwa filmy, ale przede wszystkim dwie z dziewięciu ułożonych w swastykę gigantycznych dioram z cyklu "Fucking Hell" - prawdziwie infernalne spiętrzenia setek malutkich figurek hitlerowców zmagających się ze szkieletami.

Jednak wbrew komentarzom dostrzegającym w tych instalacjach krytykę bezsensownego okrucieństwa, nieodparcie narzuca się przy ich ogladaniu poczucie nieadekwatności takiej interpretacji . Mimo słów Roda Menghama określających je jako niepokojące intelektualnie, pozostają tylko efektem zabaw rozwydrzonych chłopców. Niestety hekatomba odhumanizowanych zombie jakoś nie jest dla mnie metaforą niczego.

Ale przecież nie można braci Chapman traktować poważnie.

Dass Kapital ist Kaput? Ya? Nein! Dummkopf! Fucking Hell. Technika mieszana 2008r.

Disasters of War IV. Akwaforty + akwarele, 2001r.

Gigantic Fun. Akwaforta, 2000r.

If you eat meat digest this II. Akwaforty, 2005r.

Studio Tour. Film, 9 minut 16 sekund, 1997. Wielokrotna masakra rękawiczek wypełnionych czerwoną farbą.

I wanted to hurt an enemy II. Brąz malowany, 2008r.

Niektórzy przy eksponatach nawet uczą się mówić.

Ars Cameralis Silesiae Superioris

poniedziałek, 22 listopada 2010

Santiago Sierra. NO

Od 21 do 27 listopada.

W "Ultramarynie" Krystian Krano z niejaką przesadą napisał, że Sierra to arogancki cynik, upokarzający prostych ludzi w swoich artystycznych gierkach przeciw neoliberalnemu systemowi. Pozostawiwszy na boku osobiste bogactwo Sierry, do którego ma prawo, i prawo ludzi, których angażuje do swoich działań, do uczciwego zarabiania w sposób na jaki się godzą, mamy przed sobą artystę inteligentnego, wrażliwego i ironicznego, w tym i autoironicznego, bo również sprzedaż systemowi samego siebie nazywa prostytucją. Faktycznie jest w tym pewna sprzeczność o ile artysta wiarygodny to artysta utożsamiony ze swoim dziełem. Ja artystów z dziełami nie utożsamiam.

To zresztą zastanawiające, że decydujący się na obcowanie z jego sztuką zatrzymują się na tej prowokacyjnej warstwie. Oburza już nie sama nagość wyjętych ze spodni męskich członków czy widok kopulujących par tylko ich "upokorzenie".

Pakowanie ludzi do pudeł, płacenie im za wykonywanie bezsensownych czynności, za rezygnację z intymności, gra sentymentami, szarganie świętości, jak przy "245 m2" w Pulheim to są bardzo dobre instalacje i happeningi. Piętnują dyskryminacje, obnażają mechanizmy, odwracają role. Są dobitne.

A wszystko to piszę dlatego, że do Katowic przyjechało po półtorarocznej podróży przez Europę jedno z wielkich "NO" Sierry i wylądowało w rowie pod murem ASP na Koszarowej, gdzie go wcale nie widać.

Ars Cameralis Silesiae Superioris

sobota, 12 grudnia 2009

David Lynch - wystawa litografii i fotografii

Festiwal Ars Cameralis 2009, Rondo Sztuki

Od 25 listopada do 5 stycznia 2010.

Na szczęście histeria towarzysząca wernisażowi litografii Davida Lyncha w Rondzie Sztuki minęła i w prawie bezludnej galerii można zapoznać się z tworczością plastyczną i fotograficzną mistrza.

Główną część ekspozycji stanowią litografie, z których cykl czarno-białych jest ciekawszy. Rewelacyjne, bardzo ekspresyjne i swobodne w formie bazgroły, z unoszącymi się wokół literami tytułów, a czasem dodatkowymi tekstami wpisanymi w komiksowe dymki, mają w sobie szaleństwo, ale nie kryją lynchowskich tajemnic.

Zdeformowane ciała kobiet z przetworzonych komputerowo przedwojennych zdjęć to z kolei najlepsze z prezentowanych fotografii. Pomysł nie oryginalny, ale prace wywołują oniryczne, surrealistycze wrażenie. Z kolei cykl zdjęć "Kobiety i fabryki" zrealizowany w Łodzi nie wzbudził moich emocji, tak jak i fotosy z "Inland Empire", może dlatego, że obejrzałam film tylko raz, po kawałku i z cierpieniem.

Wystawa obejmuje również projekcję shortów: "The Grandmother", "The Amputee", " The Cowboy and the Frenchman", "Cavalcade", „Cannes Short” i innych, tak, że mamy szansę na ból głowy. Mimo to polecam.

David Lynch. Short Films

Woman and three. Litografia. 2007.

Laughing Woman. Litografia.

Kamień litograficzny z "Insect Bites Woman".

Insect Bites Woman. Litografia.

Distorted Nude. Fotografia. 1999.

Distorted Nude. Fotografia. 1999.

Distorted Nude. Fotografia. 1999.

The Grandmother.

Short Films.

Ars Cameralis Silesiae Superioris

niedziela, 6 grudnia 2009

Bellmer Lost in Japan

Bellmer and Japan lost
Przeczytałam wczoraj w internetowej Gazecie Wyborczej artykuł Romana Pawłowskiego na temat uciekania twórców z prowincjonalnych ośrodków kultury. To, że to temat bardzo smutny to mało powiedziane. Tu właściwie nie ma ratunku, bo nie tyle chodzi o ucieczki, co o wyrzucanie ludzi zbyt aktywnych i zbyt niezależnie myślących przez samorządy, które wypowiadają funkcje, obcinają budżety lub po prostu nie wspierają promocyjnie niewygodnych i w ich argumentacji elitarnych działań. Pytanie, czy należy zmuszać kogokolwiek do łożenia na projekty, których wymowy nie rozumie, nie popiera, lub które wprost wymierzone są w wartości, do jakich się odwołuje. Nie prędko - może nigdy - ze względu na realizowany profil edukacyjny, kontrowersyjną recepcję i niejasną ocenę zangażowanych wydarzeń artystycznych czy zagrożenie jakie niesie dla istniejacych układów dopuszczenie do głosu podejrzanych skandalistów, uda się poprawić pozycję sztuki awangardowej. Przywołano przykład bytomskiej Kroniki i Sebastiana Cichockiego, a teraz Stanisława Rukszy, któremu zarzuca się propagowanie poglądów lewicowych.
W Kronice nie byłam już dość dawno, bo od polityki bardziej interesuje mnie sztuka, a teraz rzeczywiście w Kronice szczególnie dużo Krytyki Politycznej, ale może w tę stronę Kronika dryfuje. Tym bardziej niecierpliwie czekałam na wystawę japońskich lalek zbudowanych z zastosowaniem przegubów kulowych. Lalki takie budował Bellmer, jedyny artysta światowej klasy związany z niemieckimi Katowicami, z których wyjechał w dwudziestym pierwszym roku życia, jedyna światowego formatu postać, od której sztukę w Katowicach można zacząć i na której skonczyć, stąd pomysł, żeby wystawę Japończyków podpiąć pod Ars Cameralis jako "Bellmer Lost in Japan" i wystawić od 27 listopada. Wystawy nie ma. Znienacka została przeniesiona na wiosnę "z powodów logistycznych". Chcę wierzyć, że jednak się odbędzie.
The assembly process of the ball joint doll
autor: hanano001 ze strony www.youtube.com
Amano Katan
zdjęcie ze strony www.verycoolthings.com

Igeta Hiroko
zdjęcie ze strony www.pileup.com

Mari Shimizu
zdjęcie ze strony www.ectomo.com

Etsuko Miura
zdjęcie ze strony www.flickr.com

Koitsukihime
zdjęcie ze strony koitsukihime.jp